wyszukiwanie zaawansowane

Pękosz Marian (1952-2011)

 
Marian Pękosz: 1 lipca 1952 – 18 maja 2011

Artysta ukończył Akademię Sztuk Pięknych w Poznaniu w 1982 roku, otrzymując za swoje prace dyplomowe, dwuletnie stypendium Ministra Kultury i Sztuki. Zamieszczone prace pochodzą ze zbiorów przyjaciół - zdjęcia: Marta Kubielas.

Pękosz Marian

Pękosz Marian

Pękosz Marian

Pękosz Marian

Pękosz Marian

Pękosz Marian

Pękosz Marian

Pękosz Marian

Pękosz Marian

Pękosz Marian

Pękosz Marian

Pękosz Marian

 

Wspomnienie o malarzu

Dziwny jest ten świat, skoro pozwala, by odchodzili ludzie wyjątkowi, o wielkiej wrażliwości, empatii, kulturze osobistej, bardzo głębokim życiu wewnętrznym, a może właśnie dlatego nierozumiani przez większość. Taki właśnie był Marian Pękosz – Artysta i Człowiek, samotny wśród wielu.

Marian pochodzący z rodziny robotniczej, po zdaniu matury próbował dostać się do Akademii Sztuk Pięknych w Poznaniu. Za pierwszym razem nie wyszło, dlatego wyjechał na Górny Śląsk i podjął pracę na kopalni. Pracował bardzo ciężko, kilka kilometrów pod ziemią. Jak później wspominał, dzięki tej pracy nauczył się pokory wobec życia i szacunku do ludzi. Praca ta uchroniła go również przed wojskiem.

Na wymarzone studia dostał się w 1977 roku. Ukończył Akademię Sztuk Pięknych w Poznaniu w 1982 roku, otrzymując za swoje prace dyplomowe, dwuletnie stypendium Ministra Kultury i Sztuki.

Powrócił do Kłodzka z nadzieją na rozwój swojego talentu jako artysta plastyk. Miał również nadzieję na otrzymanie mieszkania w Kłodzku. A nadzieja brała się stąd, że władze miasta Kłodzka zobowiązały się przydzielić mieszkanie artyście, który osiądzie w Kłodzku. Niestety, obietnica pozostała na papierze. Marian odwiedzał Urząd Miasta, a władze nie dotrzymały obietnicy przydziału mieszkania artyście. Wraz z żoną Mirą mieszkali kątem u rodziny.

W tym czasie przecięły się nasze drogi. Mój przyjaciel ‒ Tadeusz Krauze był wówczas wiceprezesem Spółdzielni Mieszkaniowej w Kłodzku i pewnego dnia trafił do niego Marian ze swoim problemem. A że Tadeusz miał pokrewną duszę wrażliwca jak Marian, rozumiał jego problem i zaprzyjaźnili się od pierwszego spotkania. Marian Pękosz otrzymał od Spółdzielni pomieszczenie piwniczne ‒ wcześniej była tam pralnia i suszarnia, celem adaptacji na pracownię plastyczną. Kiedy zaczęliśmy się wspólnie spotykać, okazało się, że pracownia jest równocześnie mieszkaniem państwa Pękoszów.

Po paru latach Tadeusz Krauze – już jako prezes Spółdzielni Mieszkaniowej w Kłodzku – realizował budowę tzw. plomby przy ulicy Muzealnej w Kłodzku. W tym właśnie budynku wygospodarowano lokal użytkowy i prezes przeznaczył go na pracownię dla artysty z możliwością zamieszkania. Lokal posiadał antresolę. I tam właśnie Marian spełniał się jako artysta plastyk – malarz. Było to miejsce spotkań, miejsce wystaw jego obrazów, w pewnym momencie również była tam galeria, którą otworzył razem z żoną. Rozwinął tam w pełni swoją działalność artystyczną.

Największą pasją Mariana – oczywiście oprócz malarstwa – były piesze wędrówki szlakami turystycznymi po naszej pięknej Kotlinie Kłodzkiej. Gitara, plecak, w plecaku piersiówka, śpiewy przy ognisku – uwielbiał obcowanie z przyrodą. Podczas tych wypraw „ładował akumulatory”, a po samotnych spacerach tworzył z większą pasją.

Miał wiele wystaw i wernisaży swoich obrazów, nie tylko w Kłodzku. I znowu muszę stwierdzić: „dziwny jest ten świat”. Marian chciał tworzyć obrazy ambitne, przed którymi zatrzyma się widz i którego Marian zmusi do myślenia. Ale artysta zrozumiał, że to przemawia do bardzo wąskiej grupy odbiorców. Żeby się utrzymać, musiał malować obrazy dla przeciętnego odbiorcy. Nie mógł się z tym pogodzić, buntował się, że nie może tworzyć, tak jak czuje, był wewnętrznie rozdarty i przez wielu niezrozumiany. I nie mógł utrzymać się ze swojej pracy.

Postanowił wyjechać z kraju. Zatrzymał się w Londynie w 2006 roku i znowu zaczął pracować fizycznie w dużym magazynie, usilnie ucząc się języka angielskiego. Po ukończeniu kursu językowego z dobrym wynikiem, awansował w pracy i został kontrolerem jakości. Sytuacja jego zaczęła się stabilizować. Wśród pracowników poznał ludzi, który wprowadzili go do klubu zrzeszającego byłych kombatantów z Armii Andersa. Marian zaczął się z nimi spotykać i dzięki temu, zaczął wracać do swojej życiowej pasji, do malowania. Malował portrety członków klubu, ich rodzin i znajomych. To dało mu nadzieję, że wróci do malowania obrazów, tak jak czuł i chciał jako artysta.

Słyszałam radość w jego głosie, gdy zadzwonił z Anglii i powiedział mi, że chyba odnalazł swoje miejsce na ziemi, i że jest szczęśliwy.

…I stało się …zawał serca... jeden... ostateczny...

Zmarł w Anglii 18 maja 2011 roku. Żona Mira skremowała jego ciało i pochowała w rodzinnym grobie na cmentarzu w Kłodzku.

Marta Kubielas, 2014
martakubielas@yahoo.pl, tel. 510 125 661