wyszukiwanie zaawansowane

Banaś Kasia - List oceaniczny

 

Wywiad Jana Prociaka z Kasią Banaś

 

Dlaczego Tomasz Różycki? Co zafascynowało Cię w jego twórczości i jak przełożyłaś to na obrazy?

W moim spotkaniu z Tomaszem Różyckim pewną rolę odegrał przypadek (z rodzaju tych magicznych). Poznaliśmy się przez Jurija Andruchowycza, po jego koncercie z zespołem Karbido. Wiersze Tomka czytałam wcześniej, utkwiły mi w pamięci zwłaszcza „Spalone mapy” i „List oceaniczny” i pod wpływem naszej rozmowy wróciłam do nich. Nasza znajomość zaczęła się w bardzo dla mnie ciężkim i przełomowym momencie życia i powrót do jego poezji był dla mnie prawdziwym olśnieniem. Zobaczyłam ją na nowo i zachwyciła mnie. Myślę, że do czytania pewnych utworów trzeba po prostu dorosnąć, trzeba czegoś doświadczyć. Nasze przeżycia okazały się podobne, a sposób w jaki Tomek o nich pisze bardzo mocno na mnie działa. Jest to poezja, którą odbiera się emocjami, a przy tym bardzo kunsztownie skonstruowana. Lubię w niej to, że jest autentyczna, że nie ma w niej żadnej fałszywej nuty. Do tego wiersze napisane są pięknym językiem, są pełne melancholii i subtelnej ironii.


List oceaniczny III, olej na płótnie, 80 x 100 cm, 2013

Pytasz, jak przełożyłam to na obrazy. Kiedy czytam wiersze Tomka, obrazy same się wyświetlają. Ta poezja jest bardzo sensualna, trochę jak z marzeń sennych. Jest w niej mnóstwo przestrzeni, światła, mgieł, koloru, powiedziałabym, że jest po prostu malarska. Wiersz jest impulsem, na który chcę jakoś po swojemu odpowiedzieć. W tym przypadku moje malowanie jest rodzajem rozmowy z poetą. Chcę obrazem odpowiedzieć na jego słowa, spróbować jakoś wyrazić, jak bardzo te słowa są dla mnie ważne. Te próby są z góry skazane na klęskę, bo w ogóle opowiadanie o emocjach jest bardzo trudne, ale cała radość w próbowaniu, w przykładaniu tych moich „kolorowych lusterek” do wierszy. Stąd też tytuł wystawy „List oceaniczny”, zaczerpnięty z wiersza, o którym Tomek tak mówił w jednym z wywiadów: „Piszę o sobie, a potem wyławia to ktoś po drugiej stronie oceanu i odnajduje w tym coś dla siebie. (…) Przez wiersz świat się nie zatrzyma, ale przynajmniej zakłuje go serce, przynajmniej ktoś coś poczuje. Niekoniecznie miłego, ale przejmującego. I dla czegoś takiego warto pisać. (…) Mania zapisywania to próba zatrzymania, chęć zostawienia po sobie śladu, wołanie o pomoc, wysyłanie sygnałów w galaktykę.” * Dlatego nie chciałam, aby moje obrazy były ilustracjami do wierszy, ale raczej impresjami na ich temat, intymną odpowiedzią na list w butelce wrzucony do morza. Na wystawę wybrałam kilkanaście wierszy, które są opowieścią o podróży, o miejscach – tych w których jest nam dane być (np. wiersz „Biesy”), tych do których zawsze tęsknimy („Daleko stąd na południu”) i miejscach magicznych, istniejących w wyobraźni, przekazanych przez rodzinne opowieści („Spalone mapy”). Całość zamyka fragment książki „Tomi. Notatki z miejsca postoju”, pełen smutku, odcieni szarości, rezygnacji a jednocześnie nadziei.


Spalone mapy II, 120 x 150 cm, 2013

To nie pierwszy Twój projekt inspirowany poezją. Wcześniej współpracowałaś z Clausem Juelem, Henrikiem Nordbrandtem i Jensem Fink-Jensenem. Czym różnią się wcześniejsze prace od tych, które będzie można zobaczyć w Galerii Platon?

Tak, wcześniej zrobiłam kilka wystaw z duńskimi poetami. Najciekawsza z nich była dla mnie ta inspirowana wierszami Nordbrandta. To niezwykły, znakomity poeta bardzo ceniony w Skandynawii. Wystawa z Różyckim jest jednak dla mnie najważniejsza, jest mi najbliższa. Obrazy z tych wszystkich cykli mogą wydawać się podobne, bo wszystkie buduje kolor, we wszystkich pojawia się motyw pejzażu. Prace z „Listu oceanicznego” wydają mi się jednak bardziej melancholijne, spokojniejsze, mniej rozedrgane. Bardzo istotne jest, że mogę czytać wiersze po polsku, bez pośrednictwa tłumaczeń, które nawet jeśli tłumacz był najlepszy, zawsze wiersz jakoś zmieniają, choćby jego melodię. Także możliwość rozmowy, odkrywania na przykład jak bardzo komponowanie wiersza jest podobne do komponowania obrazu. Tomasz napisał też świetny tekst o moich obrazach do katalogu, który został wydany z okazji wystawy przez Galerię Platon. To jest najpiękniejszy, najbardziej prawdziwy tekst o moim malarstwie, nie mogłabym sobie wymarzyć lepszego. Spotkanie, rozmowa – to też jest bardzo ważne, chyba najważniejsze ze wszystkiego.

Jak te obrazy funkcjonują w oderwaniu od poezji?

Te obrazy oczywiście mogą funkcjonować w oderwaniu od poezji. Każdy z nich opowiada jakąś historię, odbiorca może się w nich doszukiwać różnych znaczeń, swoich własnych skojarzeń. Obraz tak naprawdę ożywa w kontakcie z odbiorcą, tak samo jak wiersz. Wypuszcza się go w świat i on żyje już własnym życiem. Natomiast jest też druga strona malarstwa, ta bardzo osobista, dla mnie te obrazy są już na zawsze powiązane z wierszami, z moimi przeżyciami, wspomnieniami. Dla mnie nie mogą istnieć bez wierszy, bo dzięki nim w ogóle powstały.

Co dalej? 

To trudne pytanie. Nie robię w tej chwili dalekosiężnych planów, często jest tak, jak w przypadku „Listu oceanicznego”, że coś się nagle wydarza ważnego i z tego rodzą się pomysły, pragnienia, nowe tematy. Na wystawę w Galerii Platon wybrałam wiersze, które układają się w opowieść o tęsknocie za podróżą. Myślę, że to nie koniec, są jeszcze inne wiersze Tomka, które mnie fascynują, jak na przykład moje ulubione „Pierwszy hipotyk” i „Drugi hipotyk”, czy niektóre utwory z tomików „Kolonie” i „Księga obrotów”. Są trudne do namalowania, także ze względu na emocje, które we mnie wywołują. Jeszcze się ich boję, mam mglistą wizję tych obrazów i bardzo chciałabym się z nimi zmierzyć. Poza tym, jak zwykle czekają mnie w przyszłym roku kolejne wystawy, min. w Danii i Szwecji, Targi Sztuki i plener we Lwowie, na który się bardzo cieszę.


Idą cienie chmur, olej na płótnie, 120 x 150 cm, 2013

Od dawna jesteś związana z Wrocławiem. Jak z Twojej perspektywy zmienił się krajobraz artystyczny tego miasta od czasu kiedy studiowałaś na miejscowej ASP? 

Z Wrocławiem jestem związana od urodzenia, lubię to miasto, lubię tu żyć. Krajobraz artystyczny zmienił się od czasów moich studiów, jest więcej galerii, więcej wydarzeń, możliwości, choć z pewnością do zachodnich standardów jeszcze nam trochę brakuje, ale jestem dobrej myśli. Powstało Muzeum Współczesne, ciekawe rzeczy dzieją się w zaniedbanych dotychczas obszarach miasta. Mam na myśli Nadodrze. Jest Noc Muzeów, Noc Galerii, festiwal poezji Port Wrocław, festiwal Nowe Horyzonty ale boli mnie, że znikają z mapy miasta tak fajne miejsca jak kluboksięgarnia Falanster, gdzie odbywały się niszowe koncerty, ciekawe spotkania autorskie, wystawy. Szkoda, że miasto nie wspiera takich miejsc.

 

* Magdalena Rybak, O pięknych trzęsieniach ziemi – wywiad z Tomaszem Różyckim.