wyszukiwanie zaawansowane

Aleksandrowicz Monika - Pragmatyka...

Rozmowa Moniki Aleksandrowicz[*] z artystą szkła Kazimierzem Pawlakiem profesorem tytularnym Akademii Sztuk Pięknych we Wrocławiu z okazji 30-lecia pracy artystyczno-dydaktycznej i wystawy Nurt czasu
17 marca 2012

Jest Pan artystą z 30-letnim stażem, profesorem Akademii Sztuk Pięknych, pełnił Pan również funkcję dziekana Wydziału Ceramiki i Szkła. Ma Pan ogromny dorobek dydaktyczny i artystyczny. Które z dotychczasowych osiągnięć uważa Pan za swój największy sukces?

Przez cały okres mojej pracy zawodowej i artystycznej stawiałem na pierwszym miejscu dobro Akademii i mojego macierzystego Wydziału. W czasie pełnienia funkcji dziekana udało mi się wspólnie z moimi współpracownikami przygotować cztery duże wystawy ceramiki i szkła, prezentujące zbiory naszego muzealnego archiwum.

Ponieważ gromadzone od lat 60. obiekty nigdy nie miały szansy na publiczną prezentację, nazwaliśmy ten cykl Szklane Nieznane i Ceramika Nieznana. Prezentowane w 1997 roku - w Muzeum Historii Przemysłu w Opatówku, w BWA Zamek Książ i Muzeum Sztuki Użytkowej w Poznaniu - spotkały się z życzliwym przyjęciem i ukazywały projektowy potencjał naszych studentów i dyplomantów. Dwie kolejne wystawy to ekspozycje obiektów ceramiki artystycznej i szkła artystycznego.

W 1999 roku, dla wystawy prezentującej połączone kolekcje szkła artystycznego i użytkowego udało, się pozyskać przychylność dyrekcji Smålands Museum Sveriges glasmuseum w Växjö, Szwecja. Pojechaliśmy z wystawą polskiego szkła do jaskini lwa. Okręg Smålands to najsłynniejsze szwedzkie huty szkła. Nasza ekspozycja została przyjęta i oceniona bardzo dobrze[1]. Cztery katalogi do wspomnianych wystaw, z interesującymi tekstami krytycznymi, stanowią wspaniałą dokumentację naszych osiągnięć.

Za największy sukces mogę jednak uznać moje kontakty i współpracę z Anadolu University w Eskisehir, w Turcji. Zaproszony w 1997 przez Rektora tamtego uniwersytetu odwiedziłem ich Wydział Sztuk Pięknych, odpowiednik naszej Akademii. Poproszono mnie o konsultację w sprawie powołania na wydziale katedry szkła i budowy studia: minihuty z piecem do wytopu szkła. Nie spodziewałem się, że po 10 latach odwiedzę ich ponownie, by pracować ze studentami przy piecu szklarskim i podziwiać efekty interesujących realizacji, osiągnięte w tak krótkim czasie. Cieszę się, że moje kompetentne rady przyniosły nadspodziewany efekt. Radość jest podwójna, bo co roku mamy z nimi wymianę studentów w ramach programu Erazmus.

Jest paradoksem, że z mojego doświadczenia w sprawach pracy z gorącym szkłem, budowy pieców i przygotowania studia szklarskiego (24 międzynarodowe sympozja i festiwale szkła) korzystają moi tureccy przyjaciele, a nie własna Akademia[2].

Gdy czytamy Pańskie dossier, to co w pierwszej kolejności uderza, to ogromna liczba nagród przyznanych Panu na licznych wystawach w kraju i za granicą, między innymi brązowy medal Kristallnacht Competition w Filadelfii, w USA; nagroda Kiohey Fujity, Kanazawa w Japonii, czy też przyznana w 2009 roku nagroda główna Prezydenta Miasta Wrocławia na wystawie Design - Antydesign. Nie sposób wymienić je wszystkie. Którą z przyznanych Panu nagród i wyróżnień ceni Pan najbardziej? Czy któraś z nich stanowiła istotny zwrot w Pana karierze? Czy ukierunkowała Pana w jego twórczych poszukiwaniach?

Przed 2009 rokiem zainteresowałem się włóknem szklanym, które zgrzewałem w piecach elektrycznych, tworząc kruche i delikatne formy, kojarzące się niektórym z kokonami owadów. Za zestaw trzech mis otrzymałem nagrodę nestora japońskich artystów szkła Kiohey Fujity na prestiżowej wystawie w Kanazawie, w 2001 roku. To wyróżnienie było dla mnie potwierdzeniem, że kolejny kierunek moich artystycznych poszukiwań jest tym właściwym. Wówczas byłem prekursorem tej techniki na świecie. Teraz jest już liczna grupa artystów w samej tylko Japonii, którzy kreują obiekty z wykorzystaniem tego materiału. Rozwijam mój warsztat i staram się odnaleźć wszystkie możliwości, jakie daje włókno szklane.

Nowe obiekty, łączące ten materiał z metalem, zyskały uznanie jurorów wrocławskiej wystawy Design - Antydesign zorganizowanej przez ZPAP w 2009 roku. Moment odebrania dyplomu z rąk Prezydenta Wrocławia Rafała Dudkiewicza był dla mnie szczególny i symboliczny. Wieńczył jubileusz mojego 25-lecia pracy artystyczno-dydaktycznej. Tę nagrodę cenię sobie najbardziej.

Imponujący jest również Pana dorobek dydaktyczny. Prowadzi Pan zajęcia ze studentami, nie tylko w kraju, ale i za granicą. Potrafi Pan wymienić wszystkich swoich studentów z imienia i nazwiska; może się Pan cieszyć i pochwalić osiągnięciami swoich studentów, a lista tych sukcesów jest długa. Niewątpliwie świadczy to o tym, jak świetnym jest Pan pedagogiem i jak istotny jest dla Pana rozwój studentów. Jaki aspekt pracy ze studentami jest dla Pana najważniejszy?

Jestem wychowankiem wspaniałej trójki pedagogów artystów, z którymi mogłem zetknąć się w czasie moich 5-letnich studiów, profesorów: Ludwika Kiczury, Zbigniewa Horbowego i Henryka Wilkowskiego. Dyplom uzyskałem w pracowni prof. Horbowego, ale na ponad 25 lat wspólnej pracy los związał mnie z prof. Kiczurą.

Możliwość codziennego kontaktu z profesorem, wspólne korekty i przeglądy, wyjazdy do hut szkła, praktyki wakacyjne, nieformalne spotkania dały mi najlepszy wzorzec, jak po partnersku należy rozmawiać ze studentami. Jak rozpoznać po jednym rysunku czy szkicu tych zdolnych i kreatywnych, a jak dzięki korektom i rozmowom pobudzić onieśmielonych nową pracownią, do której trafili. Corocznie w mojej pracowni jest nadmiar chętnych w stosunku do limitu miejsc, ale nie mam serca odmówić przyjęcia do grupy. Dzięki wyrozumiałości kierownika katedry i mojej nowej asystentki Agnieszki Bar, jesteśmy licznym zespołem. Od czasu uzyskania habilitacji byłem promotorem 114 dyplomów na wszystkich formach studiów, które prowadzę, w tym 3 dyplomów magisterskich studentów z Turcji i Czech. Za najważniejszy aspekt współpracy uważam szczerość wypowiedzi i partnerski układ pedagog-student.

W tym roku kandyduje Pan do wyborów na Rektora Akademii Sztuk Pięknych we Wrocławiu. Co zyska wrocławska uczelnia, wybierając Pana na to stanowisko?

Chciałbym po upływie mojej kadencji pozostawić uczelnię połączoną wspólnotą programów i celów, jednoczącą wszystkie wydziały - te istniejące i te nowe, które, mam nadzieję, powstaną w niedalekiej przyszłości. Uczelnię prowadzącą studia doktoranckie nie tylko dla naszych młodszych pracowników naukowych. Wzbogaconą o nowe kierunki kształcenia i nowe, zmodyfikowane programy nauczania oraz o nowych samodzielnych pracowników z tytułami profesorskimi, kierującymi pracowniami i programami ściśle związanymi między innymi z Centrum Sztuk Użytkowych. Może uda nam się utworzyć odrębną fundację nadzorującą współpracę na styku wzornictwa i przemysłu.

Po ogólnouczelnianej dyskusji nad realizowanymi programami nauczania chciałbym wypracować zasady większej międzywydziałowej mobilności studentów i zaproponować bardziej atrakcyjną ścieżkę studiowania. Międzynarodowa mobilność studentów powinna iść w parze z mobilnością na naszej uczelni.

Liczę na moje międzynarodowe kontakty i wymianę doświadczeń ze wszystkimi partnerami – z tymi już pozyskanymi i tymi, których pozyskamy. Mam nadzieję na udany start minihuty - studia z gorącym szkłem, które da nam szansę poszerzenia oferty edukacyjnej, skierowanej do kandydatów spoza Polski.

Który z punktów swojego programu uważa Pan za najistotniejszy dla rozwoju Pana macierzystej uczelni?

Ten dotyczący wypracowania nowej, atrakcyjnej formy studiowania. Jestem przekonany, że korzystając z doświadczeń naszych partnerskich uczelni - Akademii Muzycznej im. Karola Lipińskiego i wrocławskiej filii Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej im. Ludwika Solskiego - jesteśmy w stanie przygotować takie rozwiązania, by studenci mieli większą swobodę w doborze przedmiotów do studiowania. Oczywiście, najważniejsze będą zawsze przedmioty kierunkowe, ale w pozostałych grupach przedmiotów, co semestr mogliby dobierać te najbardziej ich interesujące, nie tylko z oferty macierzystych uczelni. Zbliża się problem niżu demograficznego - uczelnie niepubliczne już łączą się w nowe jednostki. Tylko nowa oferta edukacji w postaci nowych kierunków studiów i atrakcyjnych programów będzie w stanie uchronić nas przed podobną koniecznością łączenia się w uniwersyteckie nowe struktury. Mamy nowe przestrzenie, pracownie i pomieszczenia, spróbujmy wprowadzić do nich nowe programy i zagadnienia. Wypełnijmy je nową treścią, nie zapominając jednocześnie o naszej tradycji i dokonaniach.

Przez najbliższe dwa lata będziemy także starali się zagospodarować nasz nowy budynek Centrum Sztuk Użytkowych do realizacji projektu Dolnośląska sieć wzornictwa przemysłowego, realizowanego w ramach programu przygotowanego przez władze samorządowe.

Jest Pan znakomitym artystą. Czy nie obawia się Pan, że wygrana w wyborach pochłonie jego twórczą energię na tyle, że zabraknie czasu dla tak zazdrosnej kochanki jak Sztuka?

Artystą jest się na zawsze. Rektorem na określoną kadencję. Jak Pani wie, mam na swoim koncie ponad 160 wystaw krajowych i zagranicznych, w tym 10 indywidualnych. Mogę się czuć spełnionym w moich artystycznych dokonaniach i poświęcić zarządzaniu Akademią. Nie znaczy to, że porzucę grę ze szkłem. W domu mam małą pracownię, która będzie oddechem po obowiązkach całego dnia czy tygodnia. Włókno szklane jako materiał, który teraz wykorzystuję, ukrywa jeszcze całą paletę swoich możliwości.

Nie zapomnę także o innych moich ulubionych technikach, takich jak pate de verre czy szkłach topionych w gipsowych formach. Dzięki tej pierwszej wyczarowałem kilkadziesiąt delikatnych cukrowych form dekoracyjnych, powstających w procesie zgrzewania drobin szkła w sposób kontrolowany, tak aby lekko nadtopione kryształki połączyły się ze sobą. Natomiast topiąc szkło w formach mogę uzyskać obiekty większej skali i wykorzystuję tę technikę głównie do tworzenia moich architektonicznych kompozycji i dysków.

Funkcja dziekana, pełniona przez dwie kadencje, i jednoczesna budowa domu nie ograniczyły mojej aktywności. Mam nadzieję, że podobnie będzie podczas pełnienia funkcji rektora Akademii.

20 marca będziemy mieli okazję zobaczyć Pana realizacje we wrocławskim Art Hotelu. Czy możemy dowiedzieć się czegoś więcej o prezentowanych pracach?

Na wystawie Nurt czasu prezentuję obiekty z mojej architektonicznej kolekcji. Inspirowane starożytnością, ale nie w sposób dosłowny, bardziej symboliczny. Większość to prace zrealizowane w technice topienia szkła w formach. Część to obiekty hutnicze. Ich struktury i faktury mogą kojarzyć się z upływem czasu, przemijaniem stylów architektonicznych czy przemijaniem życia. To także początek moich jubileuszowych wystaw przypadających w tym roku: 30 lat pracy artystyczno-dydaktycznej. W październiku i listopadzie zamykam jubileusz wystawami w Galerii Szkła i Ceramiki, Muzeum Akademii sztuk Pięknych oraz w Galerii Tkackiej na Jatkach. Mam 55 lat i uznałem, że nadeszła pora na małe podsumowanie dorobku.

 

Przypisy

 

[*] Monika Aleksandrowicz – absolwentka Wydziału Malarstwa wrocławskiej Akademii Sztuk Pięknych (1999) oraz Filozofii na Wydziale Nauk Społecznych Uniwersytetu Wrocławskiego (2001). Dyplom w pracowni prof. Wandy Gołkowskiej (aneks z ceramiki artystycznej). W dorobku artystycznym Moniki Aleksandrowicz znajduje się kilkanaście wystaw zbiorowych, sympozja poświęcone sztuce konceptualnej oraz ekspozycje indywidualne, które organizowane i prezentowane były między innymi: w Belgii, Hiszpanii i w Polsce – Warszawie, Wrocławiu, Zielonej Górze, Lubinie. Laureatka między innymi: II Lubińskiego Biennale Sztuki, Leszczyńskich Konfrontacji 2011, konkursu Teatru Polskiego w Poznaniu na plakat promujący spektakl Mamma Medea. Nominowana do Nagrody Roku 2010 przez ZPAP za wystawę Semiografia, glyphografia i parę słowiańskich konotacji.