wyszukiwanie zaawansowane

Klimczak-Dobrzaniecki A. - O prof. Hałasie

 

 Kilka słów o Józefie Hałasie

Obrazy Józefa Hałasa, które znam od dawna, od moich studenckich lat, były mi zawsze bliskie i intrygujące. Wywoływały, oprócz szczerego podziwu, często coś w rodzaju lekkiego ukłucia zazdrości. Nie trzeba chyba tłumaczyć, iż oczywistym tego powodem był ich rozpoznawalny na pierwszy rzut oka kształt i malarska, wysmakowana uroda. Ale przyznaję się również, że moje odczucia były powodowane nie tylko siłą owego przekazu, ale także przekonaniem, że nawet dolna poprzeczka tej znakomitej twórczości znajduje się tak wysoko, iż nigdy nie będę mógł jej dosięgnąć. Więc te obrazy, mistrzostwo ich wykonania i siła przekazu artystycznego były moimi wieloletnimi fascynacjami artystycznymi. Kiedy więc na początku stycznia odbył się pogrzeb Józefa Hałasa, przeprowadziłem sobie – tak na własny rachunek – ponowny przegląd jego bogatej i zawsze dla mnie ważnej twórczości. Utwierdziłem się wtedy ostatecznie w pewności, jak istotne miejsce zajmował on nie tylko w sztuce wrocławskiej – ale również i polskiej. I w moim szczerym odczuciu jego odejście zamknęło w jakiś znaczący sposób rozdział tej sztuki.

Józef Hałas – wybitny malarz, jeden ze współtwórców wrocławskiego strukturalizmu, rysownik, fotograf, profesor, mistrz i nauczyciel wielu pokoleń studentów wrocławskiej ASP, był jednocześnie osobą o głębokich zainteresowaniach literackich i muzycznych. Był także autorem tekstów krytycznych, poetyckich i osobistych refleksji na temat sztuki, jak również błyskotliwym gawędziarzem, przywołującym z sentymentem nieistniejący już świat rodzinnej Sądecczyzny. Te częste, konsekwentnie odbywane przez całe dorosłe życie wędrówki w przeszłość, w krainę dzieciństwa, młodości i gór, stają się z czasem najważniejszym artystycznym pretekstem i artystyczną treścią jego obrazów. Powroty – zarówno te odbywane w pamięci, jak i te prawdziwe – do faktów, do własnej biografii, do wspomnień, ale też górskie wędrówki po malowniczych, rodzinnych stronach i plenerowe wyjazdy – pozostawiały zawsze w jego obrazach i rysunkach wyraźne ślady. Z czasem coraz mocniejsze. Nie były one nigdy bezpośrednim wizerunkiem rzeczywistości, lecz czymś, co można by określić mianem matrycy wspomnień. Przyjmowały one kształt wielkiej syntezy, posługując się coraz mocniej przetwarzanym, coraz głębiej zakodowanym i coraz bardziej autonomicznym malarskim znakiem.

Nie bez powodu o tym mówię. Jestem głęboko przekonany, iż obszar pamięci i emocji stał się dla twórczości Józefa Hałasa równie ważny, jak stale obecna formalna i intelektualna dyscyplina. Dopiero melanż tych dwóch wartości nadał, w sposób oczywisty, pełny i oryginalny, kształt jego malarstwu. Myślę, że podyktowana samemu sobie i dawno już metoda wyraźnego dyscyplinowania własnej twórczości i redukcji środków do klasycznie malarskich, była wynikiem przemyślanego i bardzo trafnego wyboru.

Patrząc nań z dzisiejszego punktu widzenia – wyboru preferującego świadome stosowanie metody nie „w szerz” a „w głąb”. Mimo rożnych, choć czasem incydentalnych wycieczek w rejony innych dyscyplin (witraż, malarstwo ścienne, realizacje land artu), Józef Hałas przyjął z czasem postawę artysty poniekąd tradycyjnego, „klasycznego”, kierującego swoje zainteresowania wyłącznie w stronę płaskiego płótna, płaszczyzny papieru i farby. Myślę, że decyzję świadomego i swoistego ograniczenia własnego obszaru twórczego podyktowało mu również mocne pragnienie stworzenia sobie intymnej strefy ciszy. Ciszy potrzebnej do skupionej pracy czerpiącej w równym stopniu z emocji, z intelektualnej analizy i z pięknej formalnej dyscypliny.

Nie bez znaczenia zdawał się być widoczny w postawie artysty dystans do samego siebie, a mówiąc inaczej – pewna doza artystycznej pokory. Jest to zresztą charakterystyczny probierz: obecność tej ostatniej cechy charakteryzuje zazwyczaj artystów mniej czułych na atrakcyjny blichtr zewnętrznego powodzenia, a bardziej skoncentrowanych na poszukiwaniu, rozwiązywaniu i pogłębianiu istotnych dla nich wartości. Oglądając całą jego – niestety już nieodwołalnie zamkniętą – twórczość, mam takie wrażenie, iż zawsze kierował się własną, bardzo indywidualną hierarchią wartości. Na jej czele stała głęboka i niewzruszona wiara w ważną pozycję malarstwa w aktualnej sztuce (co przy powracającym co dekadę wieszczeniu o jego śmierci nie było takie oczywiste), a nade wszystko – materializowana ciągle nowymi pracami – autentyczna pasja tworzenia.

Bezsprzecznie – śmiercią Józefa Hałasa zamknął się jakiś okres w malarstwie i to nie tylko wrocławskim. Jego znakomity dorobek twórczy, będący materializacją jego osobowości artystycznej, a także wieloletniej, mądrej i wytężonej pracy, pozostawił wyraźny ślad w twórczości wielu malarzy młodszych pokoleń. I nawet tych, którzy nigdy nie byli jego studentami. Najprościej mówiąc – był on nauczycielem wielu. A to niełatwe.

Andrzej Klimczak-Dobrzaniecki

 

Ps. Czy miasto – a kieruję takie pytanie do wrocławskich decydentów zawiadujących nim i jego kulturą – tak łase na wszelkie artystyczne nowiny z zewnątrz (patrz: sylwestrowe programy rynkowe i zapowiedzi udekorowania mostów wrocławskich jako głównej atrakcji ESK) do końca zdaje sobie sprawę z miejsca, jakie w sztuce polskiej zajmował Józef Hałas? Czy nie należałoby – przyjmując wreszcie strategie innych znaczących ośrodków – zacząć w sposób metodyczny i skuteczny promować Wrocław, jego kulturę, sztukę i ich przedstawicieli – czyli wreszcie samych siebie? Obawiam się, że cisza po odejściu tak znaczącego i wybitnego artysty, jakim był Józef Hałas, jest następnym, typowo wrocławskim, rutynowym działaniem – czyli jego brakiem.

AK-D, 16 lutego 2015